|

Nie
wiem, czemu pamiętam tę jedną noc z lat dzieciństwa, gdy leżąc w łóżku
modliłem się do Boga. Prosiłem Go o to, bym mógł kiedyś podróżować i
zobaczyć świat, ludzi, ich kulturę - obraz, który do tej pory
tworzyły w mej głowie tylko książki… Miałem wtedy 12 lat i - tak jak
każdy nastolatek - marzyłem. To wtedy kształtują się w nas po raz
pierwszy myśli, kim chcielibyśmy zostać, co robić i co zobaczyć…
Kościół
Rodzice byli katolikami, jak i całe środowisko, w którym dorastałem.
Ja i mój młodszy brat nie byliśmy nigdy w jakiś szczególny sposób
posyłani do kościoła, jednak raz w miesiącu należało się tam stawić. O
tyle mieliśmy z tego frajdę, że zbieraliśmy się czasami większą grupą
chłopaków i szliśmy do oddalonego o 3 km kościoła. Czasami staliśmy
wewnątrz kościoła gdzieś na uboczu, a czasami przed, oddając się
młodzieńczym wygłupom. Wszystko sprowadzało się do tego, by mieć to
już z głowy na jakiś czas…
Paczka
Swego czasu każdy należał do jakiejś „paczki” - grupy znajomych, którą
tworzyły osoby z ławki, jak również koledzy z ulicy. Był to okres
beztroski i ciągłej zabawy. Później szkoła średnia; każdy wylądował w
innym miejscu. Mimo to wspólny kontakt mieliśmy cały czas.
Poznawaliśmy nowe osoby, świat stał otworem, byliśmy chłonni tego, co
zakazane. Nastały piękne dni młodej nieświadomości, czas 18-tek oraz
imprez. Była muzyka, alkohol, seks, trawka itd. Nie było tu miejsca
dla Boga. Świat był cudowny i choć czasami, gdy pozostawałem sam,
rodziła się jakaś wewnętrzna pustka, szukało się jakiegoś zajęcia,
czegoś, co wypełniłoby puste miejsce w moim sercu… Wszystko wyglądało
niewinnie do dnia, gdy poróżniła mnie i mojego kolegę dziewczyna i to
jak upojony alkoholem wymierzyłem do niego z broni. Coś wtedy pękło;
poczułem, że to, co się ze mną stało i to, co mną kierowało, było
czystym złem i żądzą zemsty. Zerwałem kontakt ze swoją paczką; dopiero
po pewnym czasie spotkaliśmy się, by porozmawiać o tym, co się
wydarzyło. Oczywiście dużo sobie wyjaśniliśmy, jednak już nie byliśmy
tymi samymi osobami. Staliśmy się dorośli…
Studia
Przyszedł czas studiów, nowe środowisko i akademik. Czy coś się
zmieniło? Rozrywka i alkohol był ten sam. Pamiętam, jak pewnego dnia
zadzwonił w pokoju w akademiku telefon. Jakaś miła dziewczyna spytała,
czy nie chciałbym pójść z nią na studniówkę. Cóż, czemu nie…?
Znajomość - oczywiście - pozostała. Pewnego razu spytała mnie, czy nie
chciałbym pójść z nią na spotkanie biblijne. Było to dla mnie dziwne
doświadczenie, na pewno coś nowego. Nigdy nie sądziłem, że mogą w
ogóle mieć miejsca takie spotkania w moim miasteczku. Nigdy z nikim
nie rozmawiałem o Bogu, chętnie unikałem tego tematu, pozostając
status quo. To śmieszne, ale towarzyszyło mi jakieś nieokreślone
uczucie; doświadczam czegoś nowego, czegoś, czego nie rozumiałem.
Grupa biblijna, Pismo Święte... gdzie ja jestem? Ja, który do tej pory
słuchałem zespołów satanistycznych, itp…
Zmiany
Pamiętam nabożeństwo, na które poszliśmy pierwszy raz. Było inne niż
te, w których do tej pory brałem udział. Tu wszystko było takie
proste, zrozumiałe i spontaniczne, każdy mógł wstać, podziękować Bogu
i wyznać Mu to, co czuje. Nie było jakiejś rutyny, co zawsze mnie
irytowało w kościele. Choć wszelkie przesłania, jakie płynęły z kazań
i nauki Jezusa rozumiałem, to nie byłem jeszcze gotów, by rozmawiać z
Nim. Zadziwiał mnie również fakt, że zawsze po kazaniu wszyscy byli
tacy szczęśliwi napełnieni jakąś siłą. Nikt nie uciekał do domu, nikt
nie zerkał na zegarek, czas dla tych osób był w jakiś sposób czasem
relaksu i chęcią uczestniczenia. Ja tego nie czułem, a jednak
wiedziałem, że te miejsce, które zawsze było puste w moim sercu, może
zostać wypełnione Jezusem.
Pytania
Rozpoczęła się moja edukacja. Chciałem być taki jak inni, chciałem
lepiej zrozumieć miłosierdzie Boga. Przypomniałem sobie, jak będąc
jeszcze dzieckiem, klękałem przy łóżku, składałem ręce i odmawiałem
modlitwę do Niego. Miałem żal, jak wiele straciłem i jak bardzo
zbłądziłem przez te kilka lat. Zacząłem czytać Pismo i brać udział w
spotkaniach modlitewnych, poznając lepiej to, co zrobił dla nas Jezus.
Ale czy to wystarczyło? Czy coś się zmieniło?
Czasami wystarczy zwykła chwila lub wypowiedziane przez kogoś Boże
słowa, by zmienić o 180 stopni czyjeś życie. Pamiętam dzień, gdy
zacząłem widzieć świat z innej perspektywy. To, nad czym kiedyś bym
prowadził dysputy i kłótnie, teraz wszystko miało prostą odpowiedź i
swoje miejsce.
Kiedyś nigdy nie wiedziałem, co mnie spotka, gdzie poniosą mnie nogi,
zawsze wybierałem coś innego niż pozostali.. Był czas, gdy potykałem
się i upadałem; jednak nie poddawałem się, gdyż czasem walka i upór
jest tym, czego w życiu nam potrzeba. Gdyby Bóg pozwolił nam iść
bezkarnie bez jakichkolwiek problemów, to byśmy byli za słabi na
przyszłe życie. Był dzień, gdy postanowiłem, że spróbuję zaufać Mu i
oddać się w Jego ręce. Skoro to, co uczynił dla nas przelewając swoją
krew, jest prawdą, która przetrwała tyle wieków, to dlaczego jestem
buntownikiem? Dlaczego chcę zmieniać to, co jest dobre i właściwe?
Panie wybacz mi….
Narodziny
Pomimo że Jezus zamieszkał w moim sercu dawno temu, to jednak minął
jakiś czas zanim przyjąłem chrzest powierzając Mu siebie w swoje ręce
całkowicie.
Zrozumiałem, jak dobrą i ważną rzeczą jest rozmowa ze swoim
największym Przyjacielem, który – teraz już wiem - nigdy mnie nie
opuści. W ciągu jednego roku Bóg pozwolił, abym zrealizował jedno ze
swoich marzeń: wyjechałem ze swoją koleżanką nad koło Podbiegunowe i
odbyłem dwumiesięczny trekking po Egipcie i Sudanie. Tam również
doświadczyłem Jego obecności i tego, jak jest wielki.
Czasami, gdy stoimy na rozstaju dróg, trudno jest nam wybrać właściwy
kierunek i stopień trudności.
„Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię lekkie”
Mt 11,30.
Sam wiem, że wybrałem właściwą drogę, gdyż idąc tą trudniejszą, będę
miał zawsze silne ramię Przyjaciela, o które będę mógł się oprzeć i
nie będę sam.
Panie:
„Proszę cię o dwie rzeczy; nie odmów mi, zanim umrę:
Oddal ode mnie fałsz i słowo kłamliwe; Nie nawiedź mnie ubóstwem ani
nie obdarz bogactwem,
Daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby,
Abym, będąc syty, nie zaparł się ciebie i nie rzekł: Któż jest Pan?
Albo, abym z nędzy nie zaczął kraść i nie znieważył imienia mojego
Boga”
Prz. 30,7-9
|